pl/eng

Logowanie w serwisie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
slowoklucz
Cieplej, ale groźniej

Cieplej, ale groźniej

Cieplej, ale też groźniej

 

Tajemnice nowej cyrkulacji atmosferycznej

 

Niestety, drogi Czytelniku, nie znajdą się tu wiarygodne prognozy zmian globalnej cyrkulacji atmosferycznej, tzn. troposferycznej, związane z dostawą ogromnych dodatkowych ilości energii do lądów, ale przede wszystkim do oceanów. Ocenia się, ze oceany przyjmują rocznie dodatkowo, w wyniku globalnego ocieplenia,  ilości energii podobne do setek wybuchów współczesnych ładunków jądrowych najwyższych mocy. Słabo wiemy, co się z tą energią dzieje, poza tym, że temperatura w oceanie rośnie dziś nie tylko na powierzchni, ale odnotowywane są jej wzrosty nawet na głębokości 800 m. Z pewnością prowadzić to będzie do zmian w cyrkulacji wód oceanicznych i to nie tylko na powierzchni, ale i na głębokościach, gdzie dzisiaj praktycznie pomiarów nie wykonujemy. A oceny są tyglem klimatu. Stąd powyższe zastrzeżenie.

Oczywiście mamy wiele graniczących z pewnością hipotez wspartych obserwacjami. Nie są one radosne. Głoszą, że ekstremalne zjawiska atmosferyczne są częstsze. Kilka konkretów.

 

Cyklony tropikalne


Dalszy wzrost temperatury powierzchni oceanów może spowodować, że cyklony tropikalne będą tworzyć się coraz częściej, a to znaczy że częściej będą  nawiedzać lądy. Znaczna część z największych światowych miast nadmorskich położonych jest na płaskich równinach lub w ujściach rzek, także w ich deltach. Gospodarka wodna na tych terenach niestety sprzyja ewentualnym rozmiarom kataklizmu. Zabudowa wkracza na niskie tereny zalewowe, wyczerpuje się wody gruntowe, prowadzi do obniżania się terenu. Obraz taki obserwowaliśmy podczas ataku Kariny na Nowy Orlean. Pamiętać należy, ze globalne ocieplenie stale podnosi poziom oceanu a wzrastająca temperatura sprzyja generowaniu silniejszych cyklonów. Coraz częściej słyszy się o cyklonach, które dotrą nie tylko do Nowego Jorku, ale do Bostonu, a nawet na Nową Finlandię.

W październiku 2012 roku właśnie Nowy Jork okazał się kompletnie nie przygotowany na uderzenie Sandy. Niektóre fale miały ponad 4 metry wysokości, woda powodziowa wdarła się na ulice i do tuneli metra. Huragan pozostawił po sobie zniszczenia szacowane na 70 mld dolarów wzdłuż całego wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. W 2013 roku niszczycielską siłę tajfunu poznały również Filipiny. Na początku listopada Haiyan dotarł nad środkową część Archipelagu, którą tajfuny zwykle omijają. Dokonał katastrofalnych zniszczeń. Być może był to najsilniejszy cyklon tropikalny, jaki kiedykolwiek uderzył w ląd. Żywioł pochłonął ponad 5 tys. ofiar, a straty szacuje się na równowartość 5% PKB Filipin. Szalał wicher o prędkościach przekraczających 100 m/s. W takich warunkach praktycznie nikt i nic nie pozostaje na miejscu i w nienaruszonym stanie. Wyjaśnimy dlaczego Hayian był tak silny. To podstawa genezy tych zjawisk. Tworzą się one nad bardzo ciepłą powierzchnią oceanów, z temperaturą w warstwie powierzchniowej oceanu (do 50 m) przekraczającą 26,5ºC. Im jest ona wyższa, tym moc cyklonu większa. Hayian miał warunki wręcz doskonałe, by zaistnieć jako supertajfun — temperatura wody przy powierzchni wynosiła 30ºC i aż do głębokości 100 m nie spadała poniżej 28ºC! To rzadki przypadek, ale niestety możliwy do powtórzenia, na razie raczej nad zachodnim Pacyfikiem. Bowiem to już nie anomalia, lecz jeden z efektów globalnego ocieplenia. Wzrost stężenia CO2 w atmosferze wpływa bezpośrednio na temperaturę wody w oceanach, a ta z kolei ma decydujące znaczenie o sile i zasięgu huraganów.

 

 

Skutki huraganu Sandy w New Jersey

Skutki huraganu Sandy w New Jersey, fot. Wikimedia Commons

 

Oba te wydarzenia nie mają precedensu, ale podobne mogą się powtórzyć. Jest bowiem tak, że liczba cyklonów (hurricanów, tajfunów, willy willy, baguio) w zasadzie nie wzrasta, szybko rośnie ich przeciętna moc mierzona wg pięciu kategorii. Amerykanie liczą jeszcze inaczej. Chociaż systemy wczesnego ostrzegania, schrony oraz coraz lepsza zabudowa wybrzeży chroni skutecznie ludzkie życie, straty materialne związane z pojedynczym hurricanem są przeciętnie coraz wyższe i praktycznie przekraczają już miliard dolarów.  

Przypuszcza się, że w perspektywie najbliższych kilkunastu lat możemy mieć do czynienia z cyklonami tropikalnymi, których prędkość będzie dochodziła do 150 m/s, a skumulowana w nich energia pozwoli im docierać w miejsca dotychczas pozostające poza ich zasięgiem. Jeśli spełnią się czarne scenariusze, w których koncentracja CO2 zwiększy się do poziomu ponad 750 ppm, dopuścić trzeba możliwość powstawania zjawisk pogodowych nazwanych hiperkanami o prędkościach dochodzących do 200 m/s. To już nie wiatr, to apokalipsa.

 

Nasze polskie do niedawna burze nieduże

 

Do Polski cyklony tropikalne szybko nie dotrą. Może nawet nigdy tak się nie stanie. Wystarczająco groźne są nasze niże umiarkowanych szerokości wędrujące z zachodu na wschód po froncie polarnym. Towarzyszą im coraz silniejsze burze, niepodobne do atrakcyjnych, ale niegroźnych zjawisk tego typu z lat sześćdziesiątych-siedemdziesiątych. Dzisiejszy Cumulonimbus potrafi uwolnić kilkadziesiąt milimetrów opadu, co oznacza przeciętnie kilka hektometrów sześciennych wody. Lokalna powódź murowana. Dlatego prognozujący zjawiska hydrometeorologiczne ostrzegają przed tzw. flash flood (FF) – lokalnymi „błyskawicznymi”  nagłymi powodziami burzowymi. Określono nawet regiony, gdzie zjawisko to jest szczególnie prawdopodobne. To dorzecza górnej Wisły, Nysy Kłodzkiej, Dunajca oraz całe dorzecza Soły i Popradu. Ale FF zanotowano także w aglomeracjach – kolejna konsekwencja narastania groźnych następstw globalnego ocieplenia.

 

nagłe powodzie burzowe

FF w mieście, niedaleko od nas na zachód.

 

Zgodnie z ogólnymi przewidywaniami w wyniku ocieplenia klimatu zmieni się charakter opadów w Polsce. Suma opadów w ciągu roku nie powinna się znacząco zmienić, jednak częściej występowały będą opady nawalne, a pomiędzy nimi dłuższe okresy suche. Liczba opadów nawalnych w Polsce w latach 1971-2002 z dekady na dekadę zdecydowanie wrosła. W okresie od 2001 do 2010 roku na niektórych górskich stacjach meteorologicznych zanotowano tego typu opady nawet 50 razy w roku, a średnio w kraju 37 razy w roku. Rok 2010 był najbardziej mokrym od lat 70. XX wieku. W tym roku obfite deszcze o sumie dobowej większej niż 30mm wystąpiły 3951 razy (w wielu miejscach Polski), czyli prawie 2 razy częściej, niż w poprzednim najbardziej deszczowym roku 2001 (1966 przypadków tego typu opadów). Przy czym opady powyżej 100 mm, po których powódź jest zawsze zjawiskiem katastrofalnym, wystąpiły aż 75 razy. Z niepokojem czekamy na kolejne lata. Żadnym uspokojeniem nie mogą być nieco mniej obfite ulewy w okresie 2011-2013.

 

Grad,  trąby i … gołoledź

 

W 2013 roku Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przekazał informację, że potwierdziło się przypuszczenie, ze liczba trąb powietrznych w Polsce rośnie. Uważa się także, ze częściej zdarzają się  trąby silniejsze o prędkościach wiatru w porywach zbliżających się do 70-80 m/s. Nie są to jeszcze zjawiska tak silne jak tornada, ale przecież geneza ich jest zbliżona, tyle, że energii mają mniej. Staramy się wyznaczyć szlaki, którymi burze z trąbami wędrują częściej. Nie jest to zadanie łatwe, gdyż zjawiska te nadal nie są zawsze zauważane, jako, że należą do lokalnych.

Powraca także temat zagrożenia gradem. Zjawisko to było niegdyś analizowane w związku ze stratami w plonach. Dziś dostrzegamy wzrost frekwencji tego hydrometeoru. Powstała także mapa z prawdopodobieństwem uderzenia gradu.

 

 

Prawdopodobieństwo powstania gołoledzi

 

Prawdopodobieństwo powstania gołoledzi. 2013. IMGW.

 

 

Zaskoczeniem dla czytelnika może być informacja, że także gołoledź, bardzo groźne, acz nieczęste zjawisko, zwiększa frekwencje w miarę postępowania ocieplenia. Częstsze napływy powietrza z południa powodują możliwość zamarzania padającego deszczu w kontakcie z wychłodzonym podłożem,  lub pojawienia się deszczu przechłodzonego, który natychmiast zamarza na powierzchni tworząc przysłowiową „szklankę”.. 

Gołoledź występuje zwykle tylko w zimnym półroczu (październik-marzec) i zwykle towarzyszy jej tzw. przejście temperatury powietrza przez 0o.C. W stosunku do lat 1950-1970 w okresie od 1971 do 2005 roku gołoledź w Polsce występowała 1-2 dni częściej. Gołoledź występowała także wyraźnie częściej w okresie od 2001 do 2005 roku, niż w latach 1971-2001. W najbardziej narażonej na gołoledź miejscowości w Polsce – Siedlcach wskaźnik ten wzrósł z 10 do 15 dni na sezon.

Natomiast obfite śnieżyce już tak nam nie grożą, jak niegdyś, chociaż globalne ocieplenie wcale nie musi oznaczać mniejszych opadów śniegu. Ten paradoks wyjaśnimy kiedy indziej.

 

Kto cierpi najbardziej?

 

CRI czyli Global Climate Risk Index 2014, nowy raport oceniający wrażliwość na katastrofy klimatyczne, dowodzi, że to kraje rozwijające się ponoszą największe koszty ekstremalnych zjawisk pogodowych. Twórcy raportu biorą w nim pod uwagę tylko kataklizmy związane z klimatem, pomijając trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów czy tsunami. Trzy najbardziej dotknięte tragediami kraje w 2012 r. to Haiti, Filipiny i Pakistan. O ich wysokich pozycjach zadecydowały ekstremalne zjawiska pogodowe: huragan Sandy w przypadku Haiti, tajfun Bopha na Filipinach i dotkliwe powodzie wywołane monsunami w Pakistanie.

W krajach tych PKB per capita nie przekracza 4500$. Jeśli uzupełnimy te dane następstwami  tajfunu Hayian, Filipiny staną się ekstremalnie poszkodowanym krajem. Jeszcze bardziej przygnębiający obraz rysuje się po analizie CRI długookresowego uwzględniającego kataklizmy z lat 1993-2012. Pierwsza piątka to wyjątkowo biedne kraje: Honduras, Myanmar (Birma, Burma), Haiti, Nikaragua i Bangladesz to miejsca kojarzące się z, zacofaniem gospodarczym i zapaścią edukacyjną. Tylko Bangladesz podejmuje międzynarodowe wysiłki by zmniejszać rozmiary spodziewanych kolejnych nieszczęść.

Sto wierszy nieszczęść wystarczy. A przecież nie napisaliśmy o wielu innych: suszach, dyskomforcie termicznym, oblodzeniach, tajaniu wiecznej zmarzliny, wywołanych zmianami klimatycznymi osuwiskach i spełzywaniach gruntu, silnych wyładowaniach elektrycznych itd. Dość! Zabieramy się do ochrony klimatu!

 

Witold Lenart

 

 

---

Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Fundacja Na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju.

slowoklucz
Sfinansowano ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Partnerzy:

slowoklucz

Projekt i realizacja:

slowoklucz